Would you fuck me? I'd fuck me. I'd fuck me hard. I'd fuck me so hard.

Zmieniasz się, zrzucasz skórę, so it's time to big change. Your time. Las już nie przeraża, a świat okazuje się być całkiem miłym miejscem. Zaczynasz nawet lubić siebie.
A potem nagle nadchodzi burza. Las za oknami zastyga w czarno-białych klatkach. 
ON jest dziś w jednym z tych swoich najgorszych nastrojów. Pijany i milczący bardziej niż zwykle, trzaska drzwiami szafek, kopie meble. Brzęczy rozbite szkło. Kulisz się w ciemnościach, zamykasz oczy,  nie oddychasz, nie ma cię. Ale ON już idzie do ciebie. Słyszysz JEGO kroki na schodach. To się zaraz stanie, myślisz. I czujesz, że już dłużej nie wytrzymasz, zaraz zaczniesz krzyczeć, zwymiotujesz albo się zesikasz.

Po co to wszystko? Dlaczego? 

Bo uwielbiasz sposób, w jaki wymawia twoje imię. Brzmi tak samo jak słowo "pieprzyć". I tą całą gamę upokorzeń, jadowitych kłamstw, szyderstw i przemocy. Z ostrymi przedmiotami, stłuczoną butelką po wódce, nożem przystawionym do twojego gardła. 

Całujesz JEGO dłonie, bluźnisz prowokacyjnie i bezwstydnie, wzywając boga na świadka tej przewrotnej adoracji.

Epicentrum koszmaru to najbezpieczniejsze miejsce na ziemi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz