Would you fuck me? I'd fuck me. I'd fuck me hard. I'd fuck me so hard.

Zmieniasz się, zrzucasz skórę, so it's time to big change. Your time. Las już nie przeraża, a świat okazuje się być całkiem miłym miejscem. Zaczynasz nawet lubić siebie.
A potem nagle nadchodzi burza. Las za oknami zastyga w czarno-białych klatkach. 
ON jest dziś w jednym z tych swoich najgorszych nastrojów. Pijany i milczący bardziej niż zwykle, trzaska drzwiami szafek, kopie meble. Brzęczy rozbite szkło. Kulisz się w ciemnościach, zamykasz oczy,  nie oddychasz, nie ma cię. Ale ON już idzie do ciebie. Słyszysz JEGO kroki na schodach. To się zaraz stanie, myślisz. I czujesz, że już dłużej nie wytrzymasz, zaraz zaczniesz krzyczeć, zwymiotujesz albo się zesikasz.

Po co to wszystko? Dlaczego? 

Bo uwielbiasz sposób, w jaki wymawia twoje imię. Brzmi tak samo jak słowo "pieprzyć". I tą całą gamę upokorzeń, jadowitych kłamstw, szyderstw i przemocy. Z ostrymi przedmiotami, stłuczoną butelką po wódce, nożem przystawionym do twojego gardła. 

Całujesz JEGO dłonie, bluźnisz prowokacyjnie i bezwstydnie, wzywając boga na świadka tej przewrotnej adoracji.

Epicentrum koszmaru to najbezpieczniejsze miejsce na ziemi.

Bez happy endu

Takie sny wymagają odwagi. Są jak tropikalny żar: podstępem wysysają siły witalne, odbierają sens życia, wypaczają rzeczywistość. Powracają niechciane wspomnienia. Mężczyzna, którego kiedyś pokochałaś tak rozpaczliwie, że zapomniałaś o sobie, porzuciłaś przyjaciół, własną godność i wyrzuty sumienia. Mężczyzna, który tak walecznie bronił się przed twoją obsesją, ale musiał ulec, bo poświęciłaś zbyt wiele, by pozwolić mu się wymknąć. A jednak happy endu nie było. Jego matka przyjechała do twojego domu i napluła ci w twarz. "Co mu zrobiłaś, że musiał przed tobą uciekać za granicę?". Tak oto dowiedziałaś się, że miłość twojego życia to już tylko wspomnienie.

A potem nastąpiły długie miesiące zimy, twoje serce stwardniało na kamień. Dawni przyjaciele nie wrócili, nie pojawili się nowi. Pisałaś pełne wyrzutów smsy, błagałaś o litość. Czasami odpisywał. Owszem, zdaje sobie sprawę, że żadna kobieta nigdy nie da mu tyle miłości co ty. Owszem, jesteś nieskończenie doskonała: piękna, inteligentna, czarująca. Owszem, ale. "Nie pasujemy do siebie. Nie jestem dla ciebie wystarczająco dobry. Tobie trzeba drania, który by cię sponiewierał, a ja jestem zwykłym, prostym facetem. Znienawidziłabyś mnie kiedyś i może bym tego nie przeżył. Potrzebuję zwykłej kobiety. Głupszej i brzydszej". 

I dziś wrócił do ciebie we śnie. Był taki jak dawniej, a ty znów miałaś gęsią skórkę. Ciało przypomniało sobie jak reagowało na jego dotyk. Znów był blisko, tak blisko. A gdy się obudziłaś, miałaś wilgotne oczy i kobiece miejsce. Sen-mara... Szybko wstać, ubrać się, żyć. Nie myśleć. Ugotować jajka, wypić herbatę. Wstawić pranie. Proste czynności pozwalają znów zafunkcjonować. Ale wciąż nie możesz przestać myśleć, co by było, gdyby tamten związek się udał. Czy teraz byłabyś bardziej nieszczęśliwa niż będąc z NIM?