Oh, Jerry, don’t let’s ask for the moon. We have the stars.

Las skrada się, podchodzi coraz bliżej okien, cienie drzew pełzają już po werandzie. Świeci słońce albo pada deszcz. Bo tak. Wszystkie rozkazy wydane. "Teraz jestem twoim führerem, więc na kolana i szczekaj". Oto nadszedł odpowiedni moment, aby strzelić sobie w obie stopy, w łeb, otruć dzieci i psa. "Pan mnie wcale nie zna".
I oto nadchodzi czas zagłady. Wichura ujada pod drzwiami, szarpie korony drzew, panoszy się w lesie jak wściekła gorylica. Ma za nic samca alfa i jego szyderstwa. Jej siłą jest bezrozumny lęk, stokroć większy od mocy rozumu.  
Nie łudź się, to naprawdę będzie bolało. Małe dziewczynki też czasem padają ofiarą.

Tymczasem Blady Endi zachłystuje się swoją nieskazitelnością, a Lejdi Di pudruje śliwę pod okiem.

To już twój problem - zdaje się mówić do czytelnika Blake'a jego ulubiony kot, przynosząc mu świeżo upolowane pisklę sikorki.

Miałeś rację...