The stuff that dreams are made of

W takie dni czas traci swój linearny charakter, zacierają się granice między tym co było, jest lub będzie - wszystko i tak już przewidziane, przeżyte, przejebane. Jadowite czerwienie. Gwałtowne fiolety. Jesienne róże. Czasem tylko lampka wina. "Nigdy cię nie zostawię", mówi ON, a potem pozwala, żebyś dowiedziała się o kolejnej "jednorazówce" - "to przecież nie zdrada", no przecież. Na nic romantyczne wyprawy tylko we dwoje, nawet na końcu świata dopadną cię leśne demony. Czekają na twój ruch, znudzone kąsają do krwi. "Tylko znów się nie dąsaj, nie szalej, żadnych scen, right?".
Niech cię rozszarpią na strzępy, niech cię pożrą, niech zaginie po tobie wszelki ślad - nikt nie widział, nikt nie wie...




Podoba się tobie czy nie, to nic i tak nie pomoże,
Kiedy się męża ma, trzeba go umieć pilnować,
Jeżeli Albert da nura, niech nie będzie, że nie mówiłam.
Ty wstydu nie masz, jej mówię, wyglądać tak staro.
(A ma nie więcej niż trzydzieści jeden.)
Nic na to nie poradzę, ona mówi i robi minę,
To te pigułki, co brałam, żeby to spędzić, mnie mówi
(Miała to już pięć razy, raz omal że nie umarła)
Aptekarz mówił, że głupstwo, ale potem czułam się podle.
Ty jesteś lepsza wariatka, jej mówię,
Jeżeli dostaniesz za swoje, dobrze ci tak, jej mówię,
Po co ty wyszłaś za mąż, jeżeli nie chcesz mieć dzieci?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz