There are things you can't get anywhere… but we dream they can be found in other people

Poszukujesz granic, ale one nie istnieją. To najwyższy poziom oddania, bonus stage, tutaj reguły nie mają zastosowania: ile ugrasz, tyle będzie twoje.
Twój PAN przyjmuje zaproszenie na ślub córki Ważnej Osoby, chociaż takich imprez, "wersalu podlaskiego", nie znosi organicznie, a Ważne Osoby ma w głębokiej pogardzie - prędzej spodziewałabyś się, że SKURWIEL skoczy na bungee (albo bez) niż że zobaczysz GO w kościele; to tak, jakby nagle, w środku miasta wylądowało UFO.
 A jednak cuda się zdarzają, a ty masz okazję ponad wszelką wątpliwość stwierdzić, że diabeł wcale nie boi się święconej wody. Wygląda normalnie, jak zawsze: wyniosły i władczy, jedynie bledszy niż zwykle, z temperaturą obniżoną o 2 stopnie - zahibernował się jak wąż na zimę i nawet powieka mu nie drgnęła, gdy anielski chór wyśpiewywał Deus in adiutorium meum intende: Domine ad adiuvandum me festina. Confundantur, et revereantur, qui quærunt animam meam*.
Dopiero po wyjściu z katedry JEGO twarz wykrzywił grymas, kiedy musiał przejść obok żebraka z cuchnącą, gnijącą raną w nodze. Czułaś niemal fizycznie, jak ON cierpi, nie mogąc kopnąć tego śmiecia.  A jak by zareagował, gdyby dowiedział się, że JEGO zięć, szanowny pan mecenas,  wsadzał ci łapę pod sukienkę, mówiąc "wyrucham cię aż po jajniki"?


... forever and ever...



* Boże wiecznej mocy, Twej żądam pomocy; Chciej się pospieszyć ku ratunku memu, Nie daj mię w ręce człowiekowi złemu!

 

You want more mysterious? I'll just try and think, "Where the hell's the whiskey?"

Tamtego dnia pachnąca wilgoć pochłania każdy dźwięk jak gąbka, oddychanie jest prawie niemożliwe - las jest wielkim zielonym akwarium. Korony podstępnych sosen oplata gęsta mgła, wyglądają jak plantacja waty cukrowej, jak Budyniowe Gaje. Nie śmiej się, to dopiero początek.
Jest ciepło i zimno, dzikie zwierzęta śledzą ze swoich kryjówek każdy twój ruch, drzewa szepczą, knując z wiatrem przeciwko tobie.
Gdzieś wysoko, ponad gęstym kłębowiskiem chmur, na pewno świeci słońce.

JEGO spokojny głos, niespieszne okrągłe ruchy dłoni hipnotyzują. Surrender, surrender, surrender! Która kobieta, mężczyzna, dziecko albo zwierzę mogą MU się oprzeć? Patrzą na NIEGO rozszerzonymi oczami, z taką fascynacją i ufnością, jakby był bogiem ojcem, stwórcą wszechświata. A potem wszystko, co im robi, przyjmują z godnością. Be my man.
Może być najlepszym na świecie mężczyzną: dowcipnym, uroczym, opiekuńczym, delikatnym. Kiedy zanurza ci głowę pod wodą, nawet nie drgnie mu powieka. Kiedy bije, z twarzy nie schodzi mu łagodny uśmiech. Kiedy gwałci, szepcze najwulgarniejsze francuskie przekleństwa jak wyznanie miłości.