það er svo gott að vera hér

i choć daleko ci do poprawności, a mizoginia to twoje drugie imię, niewygodna jest ci myśl o mężu stanu znęcającym się nad rodziną; spierałaś się z NIM w śmiesznej obronie moralności, dopóki nie wyszydził cię tak, że musiałaś ustąpić. Śmieszne są ludzkie przekonania, tak jak śmieszny jest strach, lubieżność, zawiść, pycha, wiara, miłość... et omnia vanitas.

Las znowu zgęstniał, obudziły się demony. Drzewa rozdrapały niebo do czerwoności, aż lunęło lodowatym deszczem, ścieżki zamieniły się w rwące strumienie. Ślizgałaś się po uciekającej spod stóp ziemi, zderzałaś się z drzewami zagradzającymi ci drogę, las bawił się z tobą w berka i w podchody, zastawiał pułapki. Las zawsze stał po JEGO stronie. Nie sposób od nich uciec, dopadną cię wszędzie. Boga tu nie ma, nigdy nie było.




Because if it isn’t there, I never really lost it to begin with!

jeszcze czasami udaje ci się myśleć, że to wszystko jednak dobrze się skończy, ale codziennie z każdej strony atakuje cię zawiść, podłość, smród biedy i głupoty, rozkładu; każdego wieczoru ołowiana tafla rzeki pochłania światła mostu, a rzeczy proste i piękne nie cieszą. Każdego wieczoru myślisz już tylko o hennessym z dwiema kostkami lodu, on tak łatwo radzi sobie ze zmęczeniem, smutkiem i bólem. I jeszcze czasami myślisz o Bogu, jak niewiele dobrego dał temu światu, a jak wiele zabrał.
Las nie jest już tak straszny jak kiedyś. Oswajasz zło jak niechciane zwierzę, nietrafiony prezent od dalekiego krewnego. Dzikie koty gdzieś się wyniosły.
Dotykasz się coraz rzadziej, twoje potrzeby znikają, choć ciało nie nosi jeszcze wyraźnych oznak starzenia. Jesteś duchem, czyimś dalekim wspomnieniem.