Merry Christmas and Happy New Hell

 a potem zostałyście same przy stole, który udawał miejsce wigilijnej wieczerzy. A ON kładł spać małą diablicę. To dla niej to całe przedstawienie: biały obrus, tradycyjne dania, których nikt nie tknął, prezenty zapakowane w błyszczący papier i świerk, który nazajutrz miał wylądować w kominku.

Położyłaś rozgrzaną gorączką głowę na stole, marzyłaś tylko o tym, by ona przestała gadać, uszczęśliwiać cię czy raczej maltretować s w o j ą prawdą, wyznaniami, których nie chciałaś słyszeć, bo nie miałaś na to siły, bo migrena przytłumiona silnymi zastrzykami domagała się chłodu, ciszy i spokoju, a nade wszystko ciemności. Mocno przyćpana tryptanem i bezwładna po wielogodzinnym zmaganiu się z bólem i wymiotami byłaś dla niej łatwą ofiarą.

Była mocno podpita, mówiła rzeczy, jakich w świetle dnia nigdy nie odważyłaby się powiedzieć. "Cieszymy się, że ojciec jest szczęśliwy z tobą tak jak kiedyś z mamą. Jak ją bił, to krew pryskała na ściany". Mówiła o strachu i miłości, zazdrości i nienawiści, pragnieniach zrodzonych z szaleństwa. Nie miała o tym pojęcia. Jakby na głos czytała książkę w obcym języku. Ty jednak byłaś śmiertelnie trzeźwa. Nie miałaś siły protestować, uderzyć jej i opluć. Nie miałaś siły schlać się i paść na dobre. Nie miałaś już siły rzygać, choć było ci niedobrze

Gdybyś miała siłę, powiedziałabyś jej, że do pewnych rzeczy trzeba dorosnąć. Tak jak do kawioru, koniaku i gorzkiej czekolady. I powiedziałabyś o jej mężu, charyzmatycznym panu prawniku, który napastował cię zupełnie na trzeźwo, jakby nigdy w życiu nie miał żadnej prawdziwej kobiety.