Don't talk to me in German

Dzwoni telefon. Sygnał jakiś nieznany, obcy, groźny. ON mówi coś do słuchawki, JEGO głos nieznany, obcy, groźny; po akcencie poznajesz, że mówi po niemiecku, ale nie odróżniasz słów. Ton rozkazujący. Wieczór, poranek, noc. Ciemno. Las huczy za oknem, wściekle walcząc z burzą.
ON pakuje walizkę. Nic nadzwyczajnego.
Wyjeżdżasz, kochanie?
Milczy. Nic nadzwyczajnego. Kucasz przy drzwiach. Suka waruje. Siad! Leżeć! Aport! ON odwraca się powoli, czas gęstnieje.
Zakochałem się, oznajmia twój Szatan.
Żeby zniszczyć cały świat, wystarczą dwie sekundy. Tyle, co naciśnięcie czerwonego guzika.
Dlaczego?, pytasz bez sensu.
Co: dlaczego?, wzrusza ramionami ON.
W tym momencie powinny pojawić się łzy jak w bolywoodzkiej szmirze. Albo czerwona kurtyna i tańczący karzeł, jak u Lyncha. Albo chociaż jakaś nastrojowa muzyka z trzeszczącej płyty, Only you, Stay by me, or something. Tymczasem scenariusz przebiega zupełnie nieoczekiwanie: wpadasz w furię, nie szczędzisz soczystych słów i odważnych gestów, jesteś niczym Suarez w spódnicy, gryziesz do krwi, szarpiesz na NIM ubranie, póki ON nie oderwie cię od siebie, ciągnąc cię w górę za włosy.
So, so, mówi, patrząc z niedowierzaniem.
A potem cię całuje. Ma erekcję, zanosi się na seks.
Nie tu, prosisz, nie tu, wybiegasz na taras, gorący deszcz biczuje mocno, boleśnie. Kładziesz się na brzuchu, ON bierze cię mocno, boleśnie. Nic nadzwyczajnego, a jednak coś.

Dlaczego?, pytasz bez sensu.
To przez ciebie, wzrusza ramionami ON.

1 komentarz:

  1. Counterfeit23:33

    Suarez powiadasz? Dobre!

    OdpowiedzUsuń