Je T'aime Till My Dying Day

Faites vos jeux! Let’s start the game! Level up! Jeszcze jesteście sobą, ale za chwilę wejdziecie w swoje role. MG objaśnia szczegóły scenariusza, znane są już didaskalia i ogólny zarys sytuacji.

– Jak sobie to wyobrażasz? Twoja córka ze swoim bachorem wprasza się do nas kiedy chce, dobry tatuś oczywiście nie odmawia, a ja mam teraz ugotować Bóg wie co, wykwintny obiad z niczego? – (dlaczego to powiedziałaś? Owszem, jesteś naprawdę wściekła, sfrustrowana, w dodatku prawie trzeźwa, przeziębiona i zniechęcona, ale to przecież ON!).
Milczenie. JEGO twarz jest spokojna, ale czarne oczy błyszczą gniewnie. Nie wiesz, co bardziej go dotknęło: „dobry tatuś”, nazwanie wnuczki bachorem czy przywołanie Zakazanego Imienia. Spodziewasz się trywialnego „co powiedziałaś?”, ale zamiast tego słyszysz: „potem o tym porozmawiamy”. Oczywiście, przecież nie chcecie, żeby córcia zgorszyła się podbitym okiem macochy albo innym uszkodzeniem nabytym w wyniku niefortunnego upadku ze schodów. Kary odroczone – coś co ON lubi najbardziej.

Szeptem powtarzasz JEGO imię niczym zaklęcie lub modlitwę. JEGO imię – jawna kpina z chrześcijaństwa. JEGO matka wykazała się dużym poczuciem humoru, dając pierworodnemu imię Ewangelisty. Śmiejesz MU się w twarz. Co ty wyprawiasz? Zupełnie straciłaś rozum.
– Dziecko mojej córki nie jest bachorem. Lepiej, żebyś to sobie dobrze zapamiętała – cedzi tym specjalnym tonem, od którego włosy stają dęba.
Nie dajesz się zastraszyć, wiesz przecież, że kara jest i tak nieunikniona. Płoną ci policzki, serce niebezpiecznie przyspiesza, między udami czujesz śliską wilgoć. Za wszelką cenę chcesz go sprowokować, choć wiesz, że to teraz niemożliwe.
– Bachor! Przebrzydły, rozpuszczony, psujący wszystko bachor! Twoja córka na wszystko jej pozwala, ona szaleje jak małpa wypuszczona z klatki, a ja później mam sprzątać?!
– Posprzątasz.
– Nie!
Ładnie się urządziłaś. Uśmiechasz się zuchwale. Zuch wale!

Rodzinny obiad. Jest strasznie jak zawsze. Cieszysz się, że chociaż zięć nie mógł przyjechać. Ten młody człowiek, przystojny pan mecenas, wzbudza twoje przerażenie. Pożera cię wzrokiem, a kiedy zwraca się do ciebie, patrzy tylko na twoje cycki. Przeleciałby cię przy najbliższej nadarzającej się okazji. A ty wcale... Mimo że... A przecież… Tylko dlatego. Tylko dlatego. Tylko dlatego.

Oto szczęśliwa rodzina. Bachor szaleje. Nie cierpisz dzieci. Ich entuzjazmu, nieokiełznanej energii. A to trzyletnie dziecko jest wyjątkowo złośliwe, co ciekawe – tylko w stosunku do ciebie. Tylko twoje rzeczy wyciąga i niszczy. Tylko twoje ubrania tnie nożyczkami. Masz ochotę porządnie jej przylać. Czujesz, że ten szatański pomiot cię nienawidzi. JEGO natomiast uwielbia. Jesteś zazdrosna o tę smarkulę, bo ON jest wobec niej tak nieskończenie uległy, cierpliwy i wyrozumiały. Do szału doprowadza cię to, że pozwala jej mówić do siebie po imieniu. Bierze diablicę na kolana i słucha jej paplaniny, rysuje razem z nią, buduje bezsensowne wieże z klocków, które kazał ci specjalnie w tym celu kupić, podobnie jak mnóstwo innych niepotrzebnych rzeczy, takich jak obleśny różowy rowerek, samochodzik akumulatorowy czy dziecięcy gokart. Zastanawiasz się, kiedy na waszym podwórku pojawią się huśtawki, karuzele, zjeżdżalnie, zamek księżniczki i buda z psem.
Obrazek z książeczki dla dzieci: mężczyzna bawiący się radośnie z dzieckiem. Na kolejnym obrazku ten sam mężczyzna zaciska ręce na szyi kobiety.

JEGO córka jest wobec ciebie zawsze uprzedzająco uprzejma. Jak akrobatka lawiruje na cienkiej linii wyznaczającej granicę między obojętnością i grzecznością. Ty nie potrafisz być dla niej miła. Rozpoznajesz po jej spojrzeniu, że ona doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak jej ojciec cię traktuje. I że wie, jaka była prawdziwa przyczyna śmierci jej matki. Oficjalna wersja brzmiała: zgon w wyniku niewydolności wielonarządowej. Wow.
Jak ona śmie się nad tobą litować? Nikt nie ma prawa… To jest twoje życie i twój wybór. Dlatego zawsze rzucasz się i kąsasz jak wściekłe zwierzę. Jesteś odpychająca, wyniosła, nieobliczalna. Plujesz jadem. Na pozór niezależna, w gruncie rzeczy bezgranicznie uzależniona. Niezdolna do egzystencji bez NIEGO.

Łapiesz JEGO spojrzenie ponad stołem. To wzrok mordercy planującego zbrodnię.
Zastanawiasz się, czy tym razem będzie to zwykły wpierdol, czy coś specjalnego. Może tym razem ON cię wreszcie zabije. Wcale nie jest ci przykro. Nie zależy ci na życiu, jeśli miałabyś żyć bez NIEGO. Cierpienie nadaje twojej egzystencji sens. Im gorzej, tym lepiej.
Cały świat – ON i ty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz