Pain is beauty

Widziałaś, jak na NIEGO patrzy. I jak później przenosi wzrok na ciebie. Taksuje. Ocenia swoje szanse. Szanse na co właściwie? Co myśli taka smarkula, kiedy patrzy w ten sposób na faceta kilkadziesiąt lat starszego? Nieznośnie bezczelna, jak to dzisiejsza młodzież, o dość pospolitym typie urody, ubrana bez pomysłu i wyczucia stylu. Z telefonem przyklejonym do dłoni. Ale figurę ma bez zarzutu. Małe, zgrabne piersi, nienachalne wcięcie w talii, proste plecy, ładne nogi. I ta jej świeżość. Czystość bez skazy. Aż chciałoby się ją zbrukać, zniszczyć. Wyobrażasz sobie, jak wkładasz jej rękę między nogi, głęboko. Aż po nadgarstek.

Skąd wzięła się w hotelu 5st?

Pokazujesz MU dziewczynę. Ona uśmiecha się, ugina lekko nogę w kolanie. Dyga??? ON odwraca się do niej plecami. Chwyta cię mocno z łokieć. Już wiesz, że się zainteresował. Wilk zwietrzył dziczkę. Już mu nie uciekniesz, dziewczyno.

A potem akcja przyspiesza, najpierw szybki drink, potem drugi, dziewczyna jest już całkiem rozluźniona, bez zdziwienia przyjmuje zaproszenie na ciąg dalszy w bardziej intymnej atmosferze. Już dawno przestałaś się dziwić, jak bardzo naiwne są kobiety. Ale tym razem się dziwisz. Bo ON się nawet nie stara. Nie jest wcale miły. Nie wysyła żadnych pozytywnych sygnałów. A przecież potrafi.

W sypialni jest chłodno, w pokoju opuszczone ażurowe rolety, w barku wyłącznie Chivas Regal - wszystko zawsze jest przygotowane tak, jak ON lubi.
Nie zwraca się do niej, mówi tylko do ciebie. "Niech ona się rozbierze". "Niech zatańczy". "Niech rozłoży nogi". "Niech się wypnie". Jest mi słabo. Wiem, co będzie dalej i mimo wszystko trochę jej współczuję. Ale ona jeszcze nie wie, nawet się nie domyśla. Może wydaje jej się, że po występie dostanie parę banknotów, za które kupi sobie wreszcie porządne buty, które nie będą przeciekały. I nową torebkę, taką z prawdziwego sklepu, a nie z wieszaka na bazarze. I jeszcze może starczy na pampersy dla młodszego braciszka. A ile będzie miała do opowiadania przyjaciółkom! Padną z wrażenia!

I ona robi show. Na początku zerka na mnie niepewnie. ON warczy: "Niech ona nie patrzy na ciebie. Ciebie nie ma".
Potem ona klęka przed NIM. Domyśla się, co musi zrobić. Nikt za darmo nie daje pieniędzy. A taki elegancki pan z pewnością będzie miły i nie będzie skąpy. Szybko się spuści. Tylko troszeczkę trzeba się  postarać.
Ona jeszcze nie wie, że ten elegancki pan nie spuszcza się na życzenie. Że ma czarny pas w samokontroli. Ona mogłaby tak klęczeć godzinami, aż zacznie skamleć, żeby w końcu jej wsadził, żeby się spuścił, żeby to się skończyło. A kiedy ona ma już dość, podnosi na niego błagalne spojrzenie. Dostaje po twarzy. Jest w takim szoku, że nawet nie piśnie, kiedy dostaje drugi raz. Prawdopodobnie po raz pierwszy ktoś podniósł na nią rękę. Zaczyna cicho kwilić. Jak dziecko. Którym właściwie jest.

Zamykasz oczy, nie musisz patrzeć, znasz to na pamięć. Fala pożądania przyprawia cię o mdłości.

Chciałabyś kiedyś jej powiedzieć: "Zazdrościsz mi, choć właściwie nie wiesz, czego. Myślisz, że życie z potworem jest tak ekscytujące? Chciałabyś urzeczywistnić swoje najmroczniejsze fantazje, które wyświetlasz w głowie, masturbując się pod prysznicem? Chciałabyś być potraktowana naprawdę brutalnie i bezwzględnie w rzeczywistości? Nie boisz się, bo jesteś głupia, czy po prostu już kiedyś tego próbowałaś i spodobało ci się?".

Pain is beauty

Would you fuck me? I'd fuck me. I'd fuck me hard. I'd fuck me so hard.

Zmieniasz się, zrzucasz skórę, so it's time to big change. Your time. Las już nie przeraża, a świat okazuje się być całkiem miłym miejscem. Zaczynasz nawet lubić siebie.
A potem nagle nadchodzi burza. Las za oknami zastyga w czarno-białych klatkach. 
ON jest dziś w jednym z tych swoich najgorszych nastrojów. Pijany i milczący bardziej niż zwykle, trzaska drzwiami szafek, kopie meble. Brzęczy rozbite szkło. Kulisz się w ciemnościach, zamykasz oczy,  nie oddychasz, nie ma cię. Ale ON już idzie do ciebie. Słyszysz JEGO kroki na schodach. To się zaraz stanie, myślisz. I czujesz, że już dłużej nie wytrzymasz, zaraz zaczniesz krzyczeć, zwymiotujesz albo się zesikasz.

Po co to wszystko? Dlaczego? 

Bo uwielbiasz sposób, w jaki wymawia twoje imię. Brzmi tak samo jak słowo "pieprzyć". I tą całą gamę upokorzeń, jadowitych kłamstw, szyderstw i przemocy. Z ostrymi przedmiotami, stłuczoną butelką po wódce, nożem przystawionym do twojego gardła. 

Całujesz JEGO dłonie, bluźnisz prowokacyjnie i bezwstydnie, wzywając boga na świadka tej przewrotnej adoracji.

Epicentrum koszmaru to najbezpieczniejsze miejsce na ziemi.